wtorek, 25 grudnia 2007
słówka - grudzień '07
Wchodzę po pracy do domu ledwo żywa ze zmęczenia. W progu wita mnie Ula, krzycząc (tonem fotografa wołającego "cheese!"): - Uśmiech! *** Nie mogę rano otworzyć oczu, a wyspane dziecko próbuje mnie zmusić do jakiejkolwiek aktywności. W końcu zatrzymuje się i pyta z troską w głosie: - Śpiąca jesteś?... uhm......... ...i idzie się sama bawić. Szkoda, że to zdarzyło się tylko raz...
*** - Załamałam się. Babciu, nie mam się czym bawić! *** - Babciu, stara jesteś? - Tak, jestem stara. - .... eee, babciu, nie jesteś stara, tylko pochylona. :) *** Wieczorne harcowanie matki z córką, która robi wszystko, zeby jeszcze nie iść spać. Po serii: kupka, opróżniam nocnik, oglądam choinkę, piję mleczko, idę któryś raz do kuchni, myję ząbki, daję buzi kotom etc. słyszę: - Siusiu chciałam. - Nie wierzę. (odpycham od siebie wizję zakładania 3. raz tego wieczoru pieluchy) - Nie wierzę! To takie zwierzę jest! HAHAHA! Myślałam, że się przewrócę. A dziecko wylazło enty raz z łożka, zdjęło piżamę, pieluchę i wysiusiało się. *** Rano Ula, jak zwykle, odsłania żaluzję na drzwiach balkonowych. Szaro, buro, mokro. Córa moja tonem pełnym egzaltacji: - Popatrz! Jaki piękny świat!! Żebyście wiedzieli, że od razu zrobił się piękniejszy. :)
sobota, 08 grudnia 2007
List do Św. Mikołaja
Z innego bloga. List-modlitwa. Może jeszcze warto wymówić-wysłać - do niektórych przecież przychodzi 24. grudnia, do jeszcze innych na Trzech Króli... *** Kochany Mikołaju, wiem, że to niełatwo, lecz przynieś niewidomym dzieciom takie światło, co pozwoli im ujrzeć wszystkie dary boskie, drzewa w czapach śniegu, obraz Częstochowskiej, lustro lodowiska kreślone łyżwami, które skrzy się, błyska, gdy tańczymy na nim.
Przynieś dzieciom głuchym piosenkę anioła, by zagrała cisza, która trwa dokoła, by szept usłyszały i dzwoneczków trele, głos mamy, kolędę w grudniowym kościele.
Pożycz anielskie skrzydła Mikołaju drogi, dla dzieci, które mają bardzo chore nogi. Na skrzydłach niech ulecą ze smutnych szpitali i dotrą do swych domów hen w błękitnej dali. Ależ by to była radość Mikołaju Święty, ależ by to były wspaniałe prezenty.
Trochę wspomnień - grudzień
8.12.2005
8.12.2006 
7.12.2007 
piątek, 07 grudnia 2007
Ojczyzna polszczyzna
Ktoś mnie kiedyś spytał, czy Ula przekręca wyrazy. Przekręca, a jakże. Wbijają się w pamięć przeinaczenia słów, trudniej zapamiętać potknięcia deklinacyjne ("stoiłam" = stałam; "już wyśpiłam się" = już wyspałam się; "dzieci boiły się" = dzieci bały się; "idziełam" = szłam... etc. kwiatki - dobroduszne i jak dla mnie świadczące o tym, że polska koniugacja jest alogiczna i wbrew naturze) Kwiatuszki z rabatki >Leksyka< lomokotywa kalemeon kokolada - czekolada
podwórz - podwórze, dwór (Idę na podwórz.) Wiewiatan - Lewiatan c.d.n. Poza tym od jakichś 2 tygodni niemal każde słowo jest zdrabniane (mam nadzieję, że to szybko minie??), w związku z czym, na przykład, tęcza to... tęczówka. :)
czwartek, 06 grudnia 2007
A teraz chrzest bojowy...
czyli pierwszy raz twarzą w twarz ze św. Mikołajem. O! 
(Klub Malucha, 5.12.07)
sobota, 01 grudnia 2007
Mummy to two wonderful girls ;)
A ja od 24.11.07 mam drugą córkę! Córę chrzestną. Mathildę, co mieszka za morzem: http://mataharipisze.blox.pl Jestem dumna, blada i przede wszystkim BARDZO SZCZĘŚLIWA. :-)
piątek, 02 listopada 2007
Zaduszki
Przy grobie wujka Jacka, ur.zm. 5.06.1975. 
Ula była w ubiegłym roku na cmentarzu, oczywiście bez świadomości, gdzie jest. W tym roku bała się wejść na cmentarz, przeszła bramę przekupiona ciastkami... Oglądała światełka i ludzi sprzątających groby ze zmieszaniem czy raczej niepewnością. I szybko szła z powrotem do tramwaju. Nie zapytała o nic. Za rok pewnie będzie pytać. Kawatera grobów dziecięcych. Kiedy przyszłyśmy, jakiś pan, na oko koło pięćdziesiątki, zapalał lampki na sąsiednim grobie. Nie miałam odwagi podnieść głowy i choćby patrzeć w jego stronę. Bałam się, że zobaczę, że widok Uli, uśmiechniętej małej dziewczynki w różowej kurtce i w czapce z pomponem, która mówi "Mama, posprzątam listki", sprawia mu ból. To dziecko, które przecież mogło się począć, ale nie narodzić, jest tryumfem życia nad śmiercią - straszne, że są rodzice, którym zostaje odwiedzanie grobów i przeżywanie na nowo "śmierci spełnionego marzenia".
sobota, 20 października 2007
Ula i Rudy
A oto Ula i najmłodszy domownik. Rudy. Najbardziej na świecie kocha ludzkie kolana, ramiona i pełną miskę. 
o pewnej różowej skarpecie
Babcia kupiła wnusi skarpetki: 
:D
Uczucia
Chodzimy sobie z Ulą na angielski ("do przedszkola z kolorowymi poduszkami") met. Helen Doron. Ula coś tam zaczyna łapać - rozumieć komendy i powtarzać słowa (niektóre z paskudnym polskim akcentem :P ). Ja nie o tym jednak. Wczoraj stało się coś, czego się nie spodziewałam: po lekcji Ula podeszła do nauczycielki siedzącej na podłodze i... rzuciła jej się na szyję. No, wzruszenie, dziewczyna aż się zmieszała. :) Gdyby jeszcze wiedziała, że to pierwszy w życiu Uli taki gest wobec obcej osoby. Mam wspaniałą córkę otwartą na świat. "Kocham bardzo mamusię!", "Kotku, kocham cię!" Oby jej ten świat długo nie skrzywdził.
|
Zakładki:
Alma Mater
Bliscy nam w sieci
Dygresje
Dzieciaki - możesz pomóc
Kici
"tam ... serce me zostało"
Zaglądam i podziwiam
|